Gdy twarz szarzeje
To normalna rzecz
Każdego dnia zbieramy trochę szarości
Jak książki kurz
Nikt nie potrafi nas wytrzeć
Bo nie chcemy wyglądać szaro
Ubieramy kolory i zapachy
Byle tylko szarości nikt nie widział
Człowiek rodzi się kolorowy
Kolor traci żyjąc
Umierając staje się biały, mlecznobiały
Zbieramy szarość na ulicy
Od żebraków, sprzedawców bułek i ludzi w autobusie
Tylko trzeba uważać, by nie pomylić szarości z sinicą
To zgnilizna
Lub brunatnicą
Tą cholerę łatwiej poznań
Byle to, co zgniłe nie było w nas, przy nas
Pieprzone jednolite albedo ludzkich mas
Bądź czarny, a zwrócą uwagę na to, jak się w świetle mienisz
Bądź biały, a będziesz już trupem
A opłakiwać Cię będą czarni przybrani, lecz tak szarzy
Jak reszta białych
Nie jestem rasistą
Po prostu brzydzę się szarzyzną
Dżumą, cholerą, syfilisem, zgnilizną i znieczulicą
Słyszę jak szarzyzna przemierza Dopplerem ulice
Przy gromie dźwiękowym, szarzyzna się budzi
Powinienem wygłuszyć mieszkanie
Niestety nadal mam sąsiadów
A ściany mają uszy

0 komentarze:
Prześlij komentarz